Z zaciekawieniem przyglądam się scenie, uwiecznionej na nieposiadającym tytułu na obrazie, którego autorem jest francuski artysta – Ptrik.
Na płótnie uwiecznione zostało niezidentyfikowane, intrygujące pomieszczenie, znajdujące się prawdopodobnie gdzieś poza czasem i realnością. Odgrodzone wielkimi oknami, za którymi rozpościerają się białe, kłębiaste chmury lub tumany gęstego dymu, które skrzętnie skrywają położenie owego tajemniczego miejsca. Wewnątrz widzimy ogromną, betonową spiralę i człowieka – mężczyznę - biegnącego po jej górnych krawędziach. Każdy jego nieostrożny ruch, chwila nieuwagi, postawienie stopy w nieodpowiednim miejscu, mogą spowodować utratę równowagi i stać się przyczyną tragedii. Zdaje się, że przepaść znajdująca się między krawędziami, nie posiada dna. Dlaczego tak bardzo spieszy się owemu mężczyźnie? Z jakiej przyczyny zdecydował się biec, ryzykując tak wiele? Cóż wartościowego znajduje się w samym środku betonowej spirali, do którego najpewniej zmierza?
Moje zaciekawienie wzrasta z każdą minutą. Zaczynam się zastanawiać, jak można wytłumaczyć ten widok. Spirala, labirynt, ryzyko, centrum, cel – z podświadomości wyłaniają się myśli, które powoli zaczynają tworzyć moją interpretację.
Czyżby dzieło Ptrika można było nazwać alegorią życia? Symbolicznym ukazaniem dążeń do wyznaczonych zamierzeń?
Moje życie składa się głównie z wyznaczania sobie celów i starań związanych z ich realizacją. Szkoła, studia, rodzina, dom, praca – wszędzie wyzwania, którym muszę stawić czoła. Niektóre proste i banalne, inne skomplikowane i wymagające podjęcia ryzyka.
Niekiedy, aby spełnić własne marzenia, podobnie jak owa postać na obrazie, decyduję się na bieg w kierunku tego, co nieznane, nie odkryte, często niebezpieczne. Nierozważne? Lecz jak wyglądałoby życie bez podejmowania takich prób? Bez stawania twarzą w twarz z wyzwaniami? Bez dążenia do spełnienia marzeń? Owszem, mogłoby być spokojne, ustabilizowane, przewidywalne. Jednak chęć, aby nabrało kolorów, sprawia, iż niejednokrotnie decyduję się na bieg po krawędzi spirali…
Beata Kiełbasa