Od dawien dawna ludzie przyozdabiali swoje ciała biżuterią. Początki takich praktyk miały często charakter sakralny bądź magiczny. Amulety pod postacią wisiorków, bransolet, nawet kolczyków chroniły przed złymi duchami. Biżuteria - często bardzo prosta, tworzona ze sznurka, zwierzęcych zębów czy roślin - informowała także o statusie społecznym jej właściciela lub wskazywała jego przynależność plemienną. Dziś wiara jest coraz trudniejsza, a duchy i magia znikają ze zbyt racjonalnego i stechnicyzowanego świata. Także religia jest coraz częściej zapominana - w codziennym życiu wypiera ją pęd i pogoń za dobrami materialnymi wszelkiej maści. Tak funkcjonująca rzeczywistość, ogranicza rolę biżuterii głównie do jej funkcji zdobniczej. Mało kto spogląda na nią jak na dzieło sztuki, którym przecież niezaprzeczalnie jest. W czasach masowej produkcji wciąż jednak zdarzają się egzemplarze niepowtarzalne. Dają poczucie unikatowości i tajemnicy. Skąd bierze się ich kształt, barwa, wzór? Czy kiedyś coś znaczyły, przed czymś chroniły? Czy ukrywają w sobie duchy przeszłości? Czy przez palce artysty, który je stworzył, przepływał strumień piękna? Czy miały zawierać jakieś głębsze znaczenie, a może uczucie twórczego uniesienia, popychające do stworzenia czegoś wyjątkowego?
Symbolika biżuterii może być rozmaita, jednak najważniejsza jest impresja, krótka chwila zachwytu, pojawiająca się nagle i nieoczekiwanie: naszyjnik z różnobarwnych kamieni, niezwykła kompozycja zawieszona na smukłej kobiecej szyi - jakby na granicy nieba i ziemi, serca i rozumu - pomiędzy. Połyskliwy brąz, soczysta zieleń, stare złoto - kolory zbliżone do naturalnych barw ziemi tworzą piękno, współgrając z odcieniami ludzkiej skóry. Nie można nie użyć tego epitetu w odniesieniu do takiego dzieła sztuki, choć jest on może często nadużywany, nieco zdarty, a jego znaczenie nadwątlone - tu rozkwita całą swoją głębią. Mówi bowiem o pięknie, które mimo że wystawiane na widok tylu par oczu, zamyka w sobie jakąś tajemnicę. Naszyjnik, będący dziełem artystki o pseudonimie caresa, zdaje się zawierać w sobie nieuchwytną zagadkę. Ktoś, kto go założy, być może stanie się jej częścią.
Biżuteria należy do sztuki użytkowej jest więc w stu procentach żywa, istnieje w naszym małym, codziennym świecie. Pozwala osobie, która ją zakłada, poczuć się inaczej - zaistnieć wraz z nią jako dzieło sztuki. Nie musi ukrywać się w muzeach i bibliotekach - potrzebuje jedynie ludzkiego ciała, jako specyficznego miejsca wystawienia. Jest na ulicach, w domach, zadymionych kawiarenkach, brzęczy cichym śpiewem na naszych nadgarstkach, szyjach, ponad ramionami. Tak też można zobaczyć naszyjnik caresy – na bladej czy śniadej szyi kobiety, idącej szarą, mokrą od deszczu ulicą. Gdzieś ponad jej sercem delikatnie spływają wodospady jaspisu, połyskującego szkła i żywego drewna. Jaspis krajobrazowy - wygląda jakby zawierał w sobie jakiś mikro-pejzaż, maleńki, nieodkryty świat. Podobno to dzięki tlenkowi żelaza, który staje się dziwnym „chemicznym” artystą i rysuje na tym niewielkim kawałku materii nieznane przestrzenie. Można by to nazwać magią przyrody, choć pewnie Ci trzeźwo myślący wybraliby po prostu określenie: proces chemiczny.
Właśnie taki jest naszyjnik caresy - jak krajobraz. Mieni się barwami brązu, zieleni i złota, kojarzy z wiosennym pejzażem, kiedy po deszczu słońce odbija się od mokrych liści, a rodząca znów ziemia jest wilgotna, brunatna i miękka. Naszyjnik, przywołując tego rodzaju skojarzenia, uderza siłą młodzieńczości, jest ożywczy i pełen twórczej energii - niezależnie od tego, czy okalać będzie gładką szyję podlotka czy zamszowo piękną szyję starszej kobiety. Także kamień, z którego w większości jest „utkany”, cechuje taka właśnie symbolika- jaspis jest bowiem uważany za „kamień zwycięstwa” - daje moc do walki z burzami życia, działa również rewitalizująco w stosunku do naszego ciała- pomaga zwalczać choroby.
Jeśli jednak ktoś nie wierzy ani w szczególne działanie kamieni, ani w wyjątkowe znaczenie dzieł sztuki, nie mówiąc już o duchach czy magii, wystarczy, że spojrzy na ten szczególny naszyjnik, a na pewno urzeknie go jego urok, prostota i piękno. Zwłaszcza jeśli dojrzy go w połączeniu z niezwykłą osobą, która zdecyduje się zestawić go ze swoim ciałem i duchem. Biżuteria przecież nie jest TYLKO biżuterią. Wystarczy spojrzeć na naszyjnik z jaspisu krajobrazowego.
Małgorzata Pędzisz (Lilith)