Zawsze jest jakaś na wpół uchylona brama. Jak zaproszenie, by na coś się zdecydować. Jak prowokacja, bo każdy wybór pozostawia w nas ślad. Drzwi, które czekają. Drzwi, spoza których wygląda światło. Takie drzwi są po to, by intrygowały.
Jeśli nie podejmie się wyzwania i nie pociągnie za klamkę pozostanie tylko tajemnica. Tylko lub aż. To kolejne ryzyko: czasem lepiej jest nie zbliżać się do niewiadomego, nie dotykać tego, co schowane, co czai się gdzieś – niedomknięte, nieokreślone. Na wpół uchylone drzwi to pozorna straż naszej własnej ciekawości.
Na wpół uchylone drzwi to ryzyko, które rzuca nam wyzwanie. Niemal nikt nie przechodzi obojętny wobec głosu tajemnicy – choćby nie wiem jak niewielki wydawał się sekret. Bo to, co się wydaje, to zaledwie niesprawdzone przeczucie. A to, co jest, może być wszystkim: zmianą świata, miłością, radością, przyjaźnią, lodowatą wodą w chwili, gdy dokucza nam pragnienie, i gorącą herbatą, gdy mróz. Zawsze najpierw widzi się te dobre możliwości. Ale - na wpół uchylone drzwi to także możliwość smutku, rozpaczy, bezsensownych łez i żalu, nad którym nie da się zapanować, bez poznania jego przyczyn.
Na wpół uchylone drzwi rozpinają nas pomiędzy ciekawością i niepewnością, między nadzieją i obawą. I małe znaczenie ma to, co za nimi zostaniemy. Najważniejsze sprawy rozgrywają się w nas samych. Decyzja, którą podejmujemy, nie znając jej skutków. Ryzyko, na które wewnętrznie się godzimy. Konsekwencje, które przyjdzie nam ponieść, gdy drzwi ostatecznie zostaną otwarte.
Możemy za nimi znaleźć wszystko i nie starczy nam wyobraźni, by ogarnąć każde możliwe wyjście. Zawsze bowiem, na sam koniec, może się okazać, że za na wpół uchylonymi drzwiami będziemy my sami. Z naszym lękami i oczekiwaniami, z tym, co nas najbardziej cieszy i napawa największym lękiem. Z tym, czego do tej pory o sobie nie wiedzieliśmy. Z prawdą o nas, której może nie chcielibyśmy w pełni poznać.
Na wpół uchylone drzwi z fotografii Mego miasta brama autorstwa Mugley są bezpieczniejsze – nigdy bowiem nie zdołamy ich otworzyć. Na wpół uchylone drzwi z fotografii są straszniejsze – cały czas będziemy pytać, co dla nas kryje się za nimi. Bo fotografia buduje niepewność – jesteśmy zmuszeni do ciągłego weryfikowania siebie samych, zastanawiając się, jakiego typu tajemnica czeka na nas. Może wie o tym autor? A może chodzi o to, by klisza fotograficzna na zawsze strzegła sekretu. Tego, co na wpół przymknięte.