Czyż nie ma czegoś bardziej pobudzającego wyobraźnię mężczyzny, niż widok czerwonej obroży (czy może raczej naszyjnika) na damskiej szyi? Takie oto pytanie egzystencjalne nasunęło mi się, po bliższym zapoznaniu z tzw. „biżuterią szyjną” szumnie nazwaną Wampirzycą przez jej autorkę. Bliższe nie oznacza, że sam osobiście paradowałem w tymże dziele po mrocznych zaułkach mego miasta, by wywołać sensację. Skupiłem się wyłącznie na wrażeniach wizualnych. I przy okazji puściłem nieco wodze fantazji.
Pierwszy rzut oka na pracę pani Karoliny i od razu krew w tętnicach krąży u oglądającego szybciej. Doprawdy, aż chce się wbić zęby w ponętną kobiecą szyję przyozdobioną tą ręcznie tkaną, krwistoczerwoną biżuterią. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, biorąc pod uwagę nazwę tego przedmiotu, że obroża taka mogłaby świetnie maskować ślady ukąszeń wampira, zaś Hrabia Dracula wraz z dalekim kuzynem Nosferatu byliby na pewno zachwyceni, mogąc sprezentować swoim wybrankom taki skromny podarunek na zakończenie upojnej a nawet upijnej nocy przy pełni księżyca. To było praktyczne podejście.
Z czasem, bardziej pragmatycznie podchodząc do tematu, stwierdziłem, że na pewno przyciągnie ona uwagę niejednego imprezowego uwodziciela-dręczyciela. Rzuca się w oczy i na mnie, jako przedstawiciela płci brzydszej, działa. Jeśli dorzucimy do tego jeszcze usta pomalowane czerwoną szminką, czerwony gorset, czerwone koronkowe pończochy i... I tu chyba za bardzo rozpuściłem swoje, wspomniane na wstępie, wodze fantazji. Mogę jednak bardziej -przecież równie dobrze piękna kobieta może zmysłowo leżeć na sofie ubrana tylko w taką obrożę. Rozpalona do czerwoności niczym w słynnej filmowej scenie z Titanica Jamesa Camerona. Idealne zestawienie na romantyczny wieczór: krwisty naszyjnik dla ponętnej kobiety. Ta biżuteria jest wprost stworzony dla pań mocnych, pewnych siebie, chcących podkreślić swoją indywidualność i walory tej części ciała, którą my mężczyźni lubimy obsypywać pocałunkami.
Marcin Borowicz