Spacer
Poza czasem, stÄ…pajÄ…c po
ptasich gÅ‚ówkach. Ponad ziemiÄ… na niestabilnoÅ›ci liny rozciÄ…gniÄ™tej we mgle.
Poza sobÄ… i poza tym, co rozmyte, utopione w lepkim mleku zapomnienia. Poza
dziÅ› i poza wczoraj, w nie-drodze do jutra. Poza sobÄ…, w póÅ‚przeźroczystoÅ›ci
tanecznego stroju. W wygiÄ™ciu, w póÅ‚skÅ‚onie.
ZakrÄ™cona w figurze, która siÄ™ nigdy nie dokona.
Zamknięta w pastelowej zieloności mroku, schwytana między latające przecinki -
skupione teraz, oczekujące na każdy jej fałszywy ruch. Z niezmierzoną
cierpliwością patrzące. Z analityczną dociekliwością szacujące
prawdopodobieństwo upadku.
Spacerowa parasolka pozwala zachować równowagÄ™. Wiąże
nie tylko Å›wiat sprzed upadku z nieszczęściem, które może siÄ™ nie zdarzyć.
Parasolka jest wyzwaniem rzuconym obojętnej tarczy księżyca - tak
nierzeczywistego, tak absurdalnie bajkowego, że aż czeka się w skupieniu, by
nagle zamrugał swym księżycowym okiem, mlasnął zdumiony odwagą baletnicy. I na
koniec - schwyciÅ‚ delikatnÄ… rÄ…czkÄ™ parasolki, mówiÄ…c "Hola! - dość tych
spacerów przed moim nosem!". Dość wycinania konturów przez koronkowy
zarys, granicę utkaną z cienkich nitek, noszoną niegdyś wyłącznie przez dumne
elegantki.
Księżyc jednak nie powie dziś ani słowa - to złudzenie
jedynie. Jak byÅ‚ zadumany, taki też pozostanie. Równie oddalony jak niewyraźny
kontur domu po lewej stronie. Ledwo wychylające się ze mgły kontury, lekko
naznaczona framuga, bryła-nie-bryła. Jak odchodzenie bez pożegnania, w smutku,
który otula jak mleczna mgÅ‚a. Niepewne kroki braku równowagi, surowe spojrzenia
ptasich cenzorów, wÄ™drówka na sznurze parasolki, wysoko, wysoko...
Marta Åšmietana
Go to item
Go to item