Å»ycie jest krótkie. Tak wiele miejsc, których nie zdążymy zobaczyć, tak wielu ludzi, których nie dane nam bÄ™dzie poznać, tak dużo niewypowiedzianych sÅ‚ów, nieprzeczytanych książek, nieobejrzanych filmów, nieskosztowanych potraw…
Gdy przyglÄ…dam siÄ™
fotografii autorstwa Miedzianej, zatytułowanej przemijanie,
ukazującej dwie spalone zapałki splątane
ze sobÄ… lnianym sznurem, nad którymi jeszcze unosi siÄ™ dym, palÄ…cego siÄ™
wcześniej ognia, coraz dobitniej dociera do mnie, że czas mija nieubłaganie, a
„żaden dzieÅ„ siÄ™ nie powtórzy, nie ma
dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocaÅ‚unków, dwóch tych samych spojrzeÅ„
w oczy”[1]
Gdzieś z mojej podświadomości wyłaniają się wersy z wiersza Leopolda Staffa:
„Już?
Tak prędko? Co to było?
Coś strwonione? Pierzchło skrycie?
Czy się młodość swą przeżyło?
Ach, wiÄ™c to już byÅ‚o... życie?”[2]
Zaczynam siÄ™ zastanawiać. Obraz kruchoÅ›ci i ulotnoÅ›ci życia zostaje przesÅ‚oniÄ™ty refleksjÄ…, pytajÄ…cÄ… jak to życie przeżyć, by na koÅ„cu drogi móc szczerze przyznać, że otoczyÅ‚o siÄ™ uczuciem wÅ‚aÅ›ciwych ludzi, dokonaÅ‚o sÅ‚usznych wyborów, wypowiedziaÅ‚o sÅ‚owa, które powinny zostać wypowiedziane. I gdyby otrzymaÅ‚o siÄ™ drugÄ… szansÄ™, to podążyÅ‚oby siÄ™ tÄ… samÄ… drogÄ…, u której kresu siÄ™ znajdujemy.
Dogłębniej wpatrujÄ…c siÄ™ w fotografiÄ™, znajdujÄ™ podpowiedź: ludzie nie powinni kroczyć przez życie w samotnoÅ›ci. Nie żyjemy tylko po to, by zewszÄ…d otaczać siÄ™ materialnymi przedmiotami. CzÅ‚owiek zaabsorbowany pogoniÄ… za nowym samochodem, finezyjnymi meblami, ubraniami najlepszych projektantów, zapomina o sprawach najistotniejszych.
O rodzinie i przyjacioÅ‚ach – istotach dla nas najważniejszych, bo przecież miÅ‚ość i przyjaźń stanowiÄ… filary naszej ziemskiej egzystencji..
Na fotografii ognia już nie ma. Zanim siÄ™ obejrzymy „zegarmistrz Å›wiatÅ‚a purpurowy”[3] przyjdzie także po nas. Jednak więź miÄ™dzyludzka tak, jak ów lniany sznur splatajÄ…cy wypalone zapaÅ‚ki, pozostanie nawet wtedy, kiedy nas już nie bÄ™dzie.