Polska była kiedyś liderem w dziedzinie spożycia herbaty – kawałek za nami znajdowali się Irlandczycy z zapewne postbrytyjskim umiłowaniem naparu z indyjskich i chińskich ziół. Piliśmy najwięcej herbaty spośród wszystkich nacji. A ta, w wydaniu tradycyjnym wraz ze swymi pobudzającymi właściwościami, jest napojem rodzącym kulturę.
Nie mówię tutaj o torebkach jednorazowych, niechlujnych okrawkach zwanych niegdyś łupieżem Breżniewa. Wykluczone są też oszczędne dolewki – bo herbata w wymiarze właściwym oznaczała celebrację. Wyparzanie stosownego czajniczka, nalewanie bursztynowego naparu do cieniutkiej porcelany, wyszukiwanie coraz to lepszych gatunków liści, aby picie herbaty – wraz ze spotęgowaniem doznań smakowych – dawało coraz więcej przyjemności coraz bardziej wyrobionemu koneserowi.
Lata PRL-u sprawiły, że delikatne filiżanki ustąpiły pola szklankom stawianym na spodkach bądź z koszyczkiem (zazwyczaj metalowym lub wiklinowym). Zamiast filiżanek pojawiły się napary czynione w naczyniach bezpośredniej konsumpcji. Dzbanki oddaliły się w mroki zapomnienia. W większości zastosowań królowało niechlujstwo modulowane według właściwych dla każdego gospodarstwa możliwości serwowania z chińskich ziół ciągnionych treści.
Herbata pozbawiona właściwej oprawy zapewne cierpiała. Wraz jednak z odejściem socjalistycznej niedbałości zaczęły wracać do łask herbaty w swym prawidłowym wymiarze. Pojawiły się sklepy dające możliwość wyboru przeróżnego rodzaju liści, serwisy zaś zasiedlają coraz więcej sklepowych półek i antykwarycznych składów.
Tea Sernice 2, wykonany przez Alin, to zestaw świetnie nadający się do parzenia herbaty. Zawiera on w sobie wszystko, co dla herbaty niezbędne – urok, nieco staroświeckiej formy połączonej ze stylizacja na sztukę ludową. Designerski zestaw doskonale wpisuje się w schemat myślowy wiążący się z tym, co zazwyczaj kojarzy się z Bułgarią – a z tego kraju pochodzi artystka. Glazurowana ceramika w kolorach ziemi, szarość, brudne brązy, nierównomiernie rozłożone tworzywo – wszystko to sprawia, że herbaciany komplet wręcz prosi o to, by korzystać z niego przy każdej, nie tylko świątecznej, okazji.
Możemy mieć nadzieję, że będzie stanowił on jeden z elementów herbacianego renesansu. Dzięki niemu możemy wprowadzić w życie swoistą celebracją herbacianego obrządku. Przez swą (pozornie) surową formę nie stanie się napuszonym symbolem snobizmu. Za to pozwoli tym, którym przyjemność sprawia coraz większy wybór gatunków naparowych liści, cieszyć się nimi coraz bardziej. A zadziornie wygięty dzióbek i dwie czarki są i zarazem nie są serwisem – są dostojne, bo służące do swoistego rytuału, a jednocześnie radują oczy w sposób bezpretensjonalny i wesoły.
Marta Śmietana