Zazwyczaj podziwiając obrazy umieszczone w galeriach, staramy się odszukać w nich sens, jakieś głębsze przesłanie, dzięki któremu znalazły się w takim, a nie innym miejscu, wystawione na widok setek par oczu. Stoimy wpatrując się w płótna, potakując głowami, chociaż nie zawsze potrafimy odpowiedzieć sobie, co tak właściwie oznaczają.
Podobnie postąpiłam, gdy po raz pierwszy ujrzałam obraz autorstwa Treit’a zatytułowany Chwilowe zwycięstwo nad złą muzyką. Automatycznie moje myśli skoncentrowały się na analizie tytułu: w jaki sposób można odnieść zwycięstwo nad muzyką? I w dodatku muzyką, która z jakiegoś powodu określona została mianem złej? Nurtowało mnie również, dlaczego owa wygrana jest jedynie chwilowa?
Liczyłam na to, że w samym obrazie odnajdę odpowiedź na pytania, jakie nasunęły się wcześniej. Jednak okazało się, że nie jest to łatwe. W jaki sposób mężczyzna z wysoko uniesionymi rękoma, klęczący na czymś, co przypomina małą, porośniętą różami planetę (zupełnie jak w Małym Księcia Antoine de Saint-Exupery’ego), mający za swoimi plecami wyjącego wilka, może odzwierciedlić to, o czym jest mowa w tytule dzieła.
Pod wpływem schematów wpojonych przez wysłuchane w dzieciństwie bajki zakładam, że wilk z wielkimi, groźnie wyglądającymi kłami, symbolizuje zło. W tym wypadku byłaby to owa zła muzyka. Z ustaleniem reszty powiązań nie idzie mi już tak łatwo. Czyżby zwycięstwo zobrazowane było poprzez umieszczenie mężczyzny ponad wilkiem? Jednak dlaczego owa postać odwrócona jest do niego plecami? Wszak jest to ewidentna oznaka słabości i bezbronności. Dlaczego klęczy? Na kolana padamy przed kimś lub czymś potężniejszym od siebie. Może właśnie w tym tkwi nietrwałość zwycięstwa? Zaraz, zaraz, ale gdzie ukazane jest owo zwycięstwo? I czego symbolem w tym przypadku są róże?
Jak to zwykle bywa podczas konfrontacji ze sztuką, na niektóre pytania nie udaje się znaleźć odpowiedzi.
Warto jednak zauważyć, iż w tym wypadku to właśnie tytuł obrazu nadaje mu ową nutkę niezwykłości, sprawiającą, że człowiek zatrzymuje się przed nim, a rozważania samoistnie napływają do głowy.
Beata Kiełbasa
2 listopada 2007-11-02