Zadziwiające ile możemy osiągnąć, dysponując nawet niewielką ilością tworzywa czy koloru. Wyobraźnia i talent, które idą ze sobą w parze, mogą zdziałać prawdziwe cuda i stać się rodzicami dzieła sztuki, które nie musi uciekać się do wulgarności wizualnej, niekonwencjonalnych metod twórczych czy agresywnego przekazu tylko po to, aby zwrócić uwagę odbiorcy. Nie twierdzę, że odkrywanie nowych horyzontów i środków wyrazu to coś złego - wręcz przeciwnie - sztuka jest po to, by stać się terenem poszukiwań. Tym samym jednak prostota i subtelność, które nie atakują nas „z płótna” a miast tego delikatnie uwodzą, stanowią nieocenioną wartość w świecie artystycznym.
Ostatnio zachwycałam się pięknymi szkicami, dziś zaś zaspokajam swoje buzujące hormony estetyki, patrząc na obraz Damiana Kłaczkiewicza Z bieli. Uważam, że jest to dzieło godne uwagi głównie ze względu na emanującą z niego tajemniczość, jak i zminimalizowaną paletę kolorów, jakimi posłużył się artysta. Na płótnie obecne są jedynie różne, zrodzone prawdopodobnie z bieli, odcienie niebieskiej barwy. To niesamowite, że w ten prosty sposób można osiągnąć tak zniewalający efekt.
Postać w pozycji embrionalnej budzi rozmaite odczucia i skojarzenia ( można tu oscylować między problemem aborcji a przybyszami z kosmosu - rozrzut interpretacyjny jest więc ogromny). Mnie osobiście kojarzy się to z najbardziej banalnym, lecz jakże ważnym tematem zagubienia, zagrożenia i odrzucenia jednostki we współczesnym świecie. Ukazanie tych emocji w błękitnych odcieniach wydaje się w tym świetle rozwiązaniem rewelacyjnym. Niebieski - kolor łagodny, kojarzący się z niebem, wodą, spokojem. Tutaj jednak towarzyszy uczuciom całkowicie negatywnym – zupełnie jakby pocieszał nas mówiąc, że nawet z sideł ogromnego cierpienia można się uwolnić.
Nie czas jednak na pytania w stylu: „Co artysta miał na myśli?”, gdyż o to należałoby zapytać samego twórcę. Pora zaś na pochwałę jego wyczucia barwy i umiejętności operowania pędzlem w taki sposób, że jeden kolor staje się królem płótna.
Dominika Dynia